2026-05-02. Pałace Pojezierza Łasińskiego – część 2
2026-04-18. Nowe w zasięgu wzroku
2026-03-06 - 2026-03-08. Wzgórza Dylewskie
2025-12-13. Garb Lubawski i Równina Urszulewska...
2025-08-27. Z Ostródy do Iławy
PAŁACE POJEZIERZA ŁASIŃSKIEGO – CZĘŚĆ 2




Gdybyśmy chcieli dogłębniej poznać różnorodne atrakcje dzisiejszej trasy rowerowej, wycieczka musiałaby trwać od samego rana do wieczora i mogłaby, bo nie widziałem żadnych przeszkód z tym związanych. Drogą eliminacji na cel wzięliśmy pałace i ruiny, które na malowniczej trasie świetnie wtapiały się w krajobraz, dodatkowo podkreślany przez piękną, słoneczną pogodę. Uroku trasie dodawał rozkwit wiosny – młoda zieleń i początki zażółcania pól rzepakiem.
Trasa wycieczki prowadziła przez środek Pojezierza Łasińskiego, od Równiny Iławskiej do Pojezierza Dzierzgońsko-Morąskiego. Jest to druga część wyprawy obejmującej pałace tego mezoregionu. W październiku 2023 roku w tym samym składzie przebyliśmy szlak od Redak do Prabut. Zobaczyliśmy wówczas kilka okazałych ruin, między innymi w Kamieńcu i Januszewie, oraz odrestaurowany pałac w Bałoszycach. Wycieczka była mocno powiązana z rodem Finckensteinów, czyli właścicielami dóbr szymbarskich i terenów rozciągniętych w wielu kierunkach. Opis tamtej wycieczki, jak również krótka wzmianka o samym rodzie, znajduje się tutaj (Pałace Pojezierza Łasińskiego).
Tym razem zaczynamy z Ząbrowa, a tak właściwie z Szymbarku, bo to właśnie na terenie tego obrębu zlokalizowany jest cmentarz rodu Finckensteinów. Docieramy do niego drogą biegnącą wzdłuż rzeki Osy. Na zalesionym wzgórzu zachowało się kilka rodzinnych nagrobków.

Z drogi widoczne jest Ząbrowo.

Po powrocie do Ząbrowa zatrzymujemy się przy kościele parafialnym z 1864 r. i jego zabudowaniach. Obecna świątynia zastąpiła poprzednią z XIV w., przebudowaną w 1702 r.


Z Ząbrowa kierujemy się do Gałdowa, przecinając Osę. We wsi znajdował się okazały pałac, a pozostałości po majątku postanawia spenetrować kolega. Co tam znalazł? Zobaczymy – ja natomiast udaję się pod XVIII-wieczny kościół, który zwiedzam z zewnątrz.

Kolejny fragment to piękne drogi leśne i polne, z soczystą zielenią i rozkwitającym rzepakiem, prowadzące przez Stary Folwark.




Kolejny kościół mamy w Łęgowie. To budowla z samego początku XVII w., pierwotnie należąca do ewangelików, o czym świadczy charakterystyczna empora. Zachowana tu jest część pierwotnego wyposażenia. W ołtarzu głównym widnieje data 1601 r., a z tego okresu pochodzą również ambona i chrzcielnica.





Z Łęgowa ruszamy do Kisielic i mijamy po drodze kapliczkę. Początkowo to malownicze aleje polne, a dalej droga asfaltowa.


Kisielice jest miastem zniszczonym w 1775 r. przez wielki pożar, a następnie przez działania wojenne w 1945 r. Stąd też kościół wydaje się położony nieco z boku, otoczony pustką, ale to właśnie wokół niego znajdowały się rzędy domów i budynki użyteczności publicznej, które nie zostały odbudowane. Chociaż Kisielice posiadają prawa miejskie, przypominają raczej większą wieś, a liczba mieszkańców wynosi tu niewiele ponad 2000.

W kościele mamy okazję zamienić kilka słów, chyba z księdzem, który opowiada o niefortunnych przebudowach świątyni oraz o stanie kościoła po wojnie, będącego wypaloną ruiną bez dachu. Przykładem może być wtórne wejście do świątyni, prowadzące schodami z 1996 r. do dawnego okna. Spalony kościół udało się odbudować, a wnętrze zdobi współczesne wyposażenie. Obok świątyni zlokalizowany jest neogotycki dom parafialny.


Przy ulicy Kolejowej zachowały się budynki dawnego dworca z nieistniejącej już linii kolejowej Jabłonowo Pomorskie – Prabuty. W pobliżu tych zabudowań znajduje się kapliczka.


Dalsza część wycieczki obfituje w ruiny pałaców. Pierwsza z nich, silnie zdegradowana, zlokalizowana jest w Limży. Pod koniec XIX stulecia majątek stał się własnością Wilhelma von Dallwitz. Po ślubie córki Wilhelma majątek przeszedł w ręce rodu von Brockdorff-Ahlefeld.





Wyjeżdżając z Limży, mijamy rzepakowe pola nad Jeziorem Gardęga i kawałek dalej dawną, ceglaną przeprawę przez rzekę Gardęgę.


Dalej kierujemy się przez Łodygowo do Trumiej i zwiedzamy tam jeden z najstarszych kościołów w okolicy, zbudowany z cegły i kamienia.





Kulminacją wycieczki jest Klecewo. Do obejrzenia mamy tu częściową ruinę zespołu pałacowego z II poł. XIX w. oraz mauzoleum na terenie majątku.




Właścicielem pałacu była rodzina Rosenberg-Gruszczyńskich. Prawdopodobnie pałac należy obecnie do potomka rodu. Ich herb widoczny jest we frontonie ganku. W centralnej części herbu znajduje się tarcza z różą, a nad nią korona, powyżej której umieszczono trzy hełmy z koronami. Po bokach rycerze opierają jedną dłoń o tarczę, a w drugiej trzymają miecze. Ciekawie prezentują się też rzeźbione drzwi.


Oprócz pałacu w skład kompleksu wchodzą: kuźnia, budynek mieszkalny, wozownia i stajnia, pochodzące z okresu od XVIII do XX w.
Otoczenie wymaga poświęcenia większej ilości czasu, choć przy lepszej optymalizacji dałoby się wycisnąć z tych chwil znacznie więcej. Na tyłach pałacu znajduje się południowy kraniec Jeziora Kucki. Między pałacem a jeziorem jest prześwit, więc po przeciwnej stronie jeziora zapewne ładnie widoczny jest tył zabytku na tle wody. Mój szkic trasy zakładał urokliwą alejkę na drugim brzegu, ale rzeczywistość brutalnie weryfikuje plany – nie ja tu trzymam stery i nie mam siły przebicia, a szkoda.
Kilkaset metrów na północ, w lesie znajduje się cmentarz i mauzoleum Rosenbergów. Widoczny z drogi niszczejący obiekt wspierają cztery kolumny.

Przez las, prawą stroną brzegu Jeziora Kucki, podążamy do Jaromierza.

Za Jaromierzem kierujemy się przez Jurki do Nowej Wioski. Po raz kolejny moja próba skrócenia trasy fajną, leśną ścieżką kończy się fiaskiem. Efekt? Dwa razy większy dystans kosztem jakości krajobrazu. W Nowej Wiosce mamy kolejny pałac, tyle że bez dostępu – właściciel cały kompleks ogrodził. Pozostaje nam tylko chwila postoju przy kościele i dawnym majątku.



Przez Otoczyn i Rakowiec, gdzie dosłownie na 2 minuty zatrzymuję się przy kościele, zmierzamy do Kwidzyna.


Podsumowując wycieczkę, mogę stwierdzić, że cała trasa należy do niezwykle urokliwych, jednak na tego typu trasach uwielbiam spokój i zapas czasu. Nie znoszę natomiast pośpiechu, bo to wykracza poza ramy komfortu i przyjemności. Jeśli trasę zaplanuje się optymalnie, można naprawdę wycisnąć maksimum. Dla mnie było dziś za dużo pędzenia, a za mało relaksu. Licznik na kierownicy niestety wygrał z duchem delektowania się pięknem krajobrazu, tak bogatego w niebanalną architekturę.
Profil trasy Pałace Pojezierza Łasińskiego – część 2

WARTO ZOBACZYĆ