2026-07-25. Kajakiem po Wdzie
2026-05-02. Pałace Pojezierza Łasińskiego – część 2
2026-04-18. Nowe w zasięgu wzroku
2026-03-06 - 2026-03-08. Wzgórza Dylewskie
2025-12-13. Garb Lubawski i Równina Urszulewska...
KAJAKIEM PO WDZIE




Weekendowy wyjazd składał się z jednej zaplanowanej wyprawy kajakiem, zorganizowanej przez znajomych, którzy od wielu lat pływają rekreacyjnie ciekawymi rzekami w Polsce. Na ten wyjazd zostałem przez nich zaproszony, za co należą się podziękowania, więc z wielką chęcią skorzystałem z okazji. Wspólnie, w pięknych okolicznościach przyrody, z nurtem rzeki Wdy przepłynęliśmy 13 km.
Wda, nazywana również Czarną Wodą, jest lewym dopływem Wisły o długości blisko 200 km. Jej piękno kształtują liczne meandry i wysokie, zalesione brzegi. Wda wypływa z jeziora Krążno w okolicy Osławy-Dąbrowy koło Bytowa, a jej ujście do Wisły znajduje się w Świeciu. Płynie przez 4 mezoregiony: Równinę Charzykowską, Bory Tucholskie, Wysoczyznę Świecką i na końcowych kilku km przez Dolinę Fordońską.

Zakwaterowaliśmy się na polu namiotowym w Młynkach, skąd następnego dnia ruszyliśmy na szlak. Jest to bardzo fajne miejsce na biwak. Znajdują się tu wiaty i miejsca na ogniska, więc całkiem miło można spędzać wieczory. Ponieważ są to Bory Tucholskie i ogromne połacie lasów, to w wolnych chwilach warto wybrać się na grzyby. A nawet jeśli ich nie ma, to sama radość ze spaceru dodaje nowej energii.


Do wyboru mamy sporo tras o różnych odległościach, więc każdy znajdzie coś dla siebie. My wybraliśmy 13-kilometrowy odcinek od Młynków do Wdeckiego Młyna.

Jedną z atrakcji był dawny most kolejowy z nieczynnej już linii nr 218 Myślice – Szlachta z 1908 r., znajdujący się na Wdzie, na granicy obrębów Lubichowo – Ocypel.

Bez pośpiechu i zmęczenia, z jednym kilkunastominutowym postojem, to spływ o charakterze czysto rekreacyjnym. Czas płynął leniwie, a wokół unosiły się metalicznie niebieskie świtezianki błyszczące, których obecność i lekki lot umilały nam całą wyprawę. Trzeba było jednak mieć oczy szeroko otwarte, bo pod wodą kryły się pnie drzew, a w trzcinie mogła czekać niespodzianka w postaci ukrytej rodziny łabędzi. One lubią sobie posyczeć, gdy poczują zagrożenie, a w skrajnych przypadkach nawet zaatakować. Nam jednak to się nie przydarzyło, chociaż w pewnym momencie doznałem małego szoku, ponieważ niespodziewanie za jednym z łuków nad brzegiem stała równiutko w rzędzie cała rodzina. Kajak na szczęście miałem ustawiony pośrodku rzeki i nie zamierzałem zatrzymywać się w tym miejscu nawet na chwilę. Za to kawałek dalej zostałem zepchnięty przez wodę wprost na kormorana stojącego na jednym z pni do odległości ok. 1 m.

Chronologiczny przebieg trasy kajakowej po Wdzie: Młynki – Wdecki Młyn.



























WARTO ZOBACZYĆ